4/03/2015

Rozdział 4

Matt: Dobry Bae ;3
Lottie: Siemka azjato xD
Matt: ? XD
Matt: Dlaczego azjato? XD
Lottie: Śnił mi się murzyn azjata...
Lottie: X'D
Matt: Mówiłem ci już, że jesteś chora? XD
Lottie: Eeeej! XD
Matt: :*

Lottie: Będziesz od dzisiaj azjatą!!!! XD
Lottie: Albo nie... Będziesz moim Calum'em Hood'em o.o
Matt: Ale ja go nie znam.
Lottie: Frajer:
Matt: Dlaczego jego zdjęcia masz, a moich nie?! :'(
Lottie: Haha nie zasługujesz na to mój sługusie... XD
Lottie: Od dzisiaj masz mi mówić Jaśnie Panie ;3
Matt: Jaśnie panie muszę iść zjeść śniadanie. Pozwolisz mi?
Lottie: Sługusie masz 5 minut.
Matt: Dziękuję jaśnie pani.

Zaczęłam się śmiać. Rzuciłam telefon na bok. Na laptopie puściłam Linkin Park "Numb". Ubrałam się w leginsy i koszulę turkusowo-białą w stylu ombre. Poszłam na dół coś zjeść. Wybrałam wczorajszą pizze. Jak zwykle.
Obawiam się, że ona jednak nie jest wczorajsza. Trudno. Jestem zbyt głodna.
Odgrzałam kawałek w mikrofali. Potem rzuciłam go na talerzyk. Powędrowałam z 'śniadaniem' do pokoju. Rzuciłam się na telefon.

Lottie: Zjadłeś sługusie?
Lottie: SŁUGUSIE!
Lottie: Opuściłeś swoją pani? >.<
Lottie: Nie wolno tak.
Matt: Jestem Jaśnie Pani XD
Lottie: Yeeey. Co jesz?
Matt: Grzanki ,a ty?
Lottie: Albo wczorajszą, albo paro dniową pizze.
Matt: Jedz, jedz xD
Lottie: Wiem , że mi życzysz siedzenia w łazience :D
Matt: Yup :*
Lottie: Azjatycki Frajer... Za razem Sługus.
Matt: 3 kropeczki ^^
Lottie: Ok błędnie napisałam. Azjatycki Frajerski Sług, a za razem napalony zbok!
Matt: Odgadłaś moje imię O.O Jak?!
Lottie: Dowiedziałam się :D
Matt: Mama obiecała, że nikomu nie powie ;'(
Lottie: XD teraz mnie rozwaliłeś.
Matt: To nie ja ciebie rozwaliłem..
Matt: Tylko moja zajebistość. :D
Lottie: Wiedziałam, że palniesz coś egoistycznego. :D
Matt: Wiesz, że ciebie kocham? :3
Lottie: Wiem... Jak każdy :D
Matt: O kto tu jest egoistą?
Lottie: Ja piszę takie coś od czasu do czasu.
Matt: Wmawiaj sobie ;*
Lottie: Dupek.
Matt: Azjatycki Frajerski Sługus, a zarazem napalony zbok i dupek. Mam piękne imię :_)
Lottie: XD
Lottie: Nie potrafię się na ciebie gniewać.

Matt: *0*
Matt: Wiedziałem :D
________________________________________
Króciutki, ale ten blog nie będzie mieć rozdziałów takich jakich są w książkach.
Dziękuję ci Angino za spartolenie rozdziału :D </3
Do nn <3

3/15/2015

Rozdział 3.

Usiadłam przed laptopem i modliłam się by Matt nie patrzył się na blizny. Zobaczy i tak.
Otworzyłam laptopa i po chwili pojawiło się powiadomienie, że Matthew dzwoni. Odebrałam.
-No hej... Dawno się nie widzieliśmy.- powiedziałam. Westchnął.
-No nie widzieliśmy.- zaśmiał się. Pokiwałam głową. Siedzieliśmy w ciszy. Mi to pasowało. Nie odzywał się co do moich...
-Cięłaś się?- no już myślałam, że będzie pięknie.
W odpowiedzi pokręciłam głową.
-Nie rób ze mnie frajera... Widzę, że leci ci krew...- spojrzałam na ramię. Westchnęłam i wzruszyłam ramionami.
-Jeju Matt nie rozmawiajmy o tym!- pokręciłam głową zirytowana. -Nikt nigdy się mną nie interesował i chcę żeby tak zostało...- on teraz zaczął kręcić głową.
-Ale mi na tobie zależy... Nie chcę byś robiła sobie krzywdę... Nie chcę by kiedyś na mój telefon przyszła informacja żeby przyjechać na twój pogrzeb... Nie chcę wiedzieć jakie to okropne uczucie.- spuściłam głową.
-To nie są blizny tak głębokie żeby się zabić... Nie mam tego jeszcze w planach...- westchnęłam. On zrobił to głośniej.
-I tak masz przestać! Nie obchodzi mnie czy są płytkie czy głębokie... Kurwa Lottie masz z tym skończyć!- moje oczy zaczynały mnie piec. Nikt nigdy nie nakrzyczał na mnie za to ,że się tnę. Nawet Luke. -To jest idiotyczne! Żyć z tym do końca życia! Lottie jesteś...- nie wytrzymałam i rozłączyłam się. Zamknęłam laptopa i zrzuciłam go z siebie. Podkuliłam nogi pod brodę i rozpłakałam się.
Nikt nie będzie mi kazać przestać się ciąć. Nikt! Nie mają prawa. Jestem słaba psychcznie i tyle. Nie wytrzymuję.

***
Wstałam rano. Wzięłam telefon do ręki. Dostałam snapa:
Patrzyłam się w niego tak długo dopóki się nie wyłączył. Gdy ekran mojego telefonu był czarny spojrzałam na ścianę. Buzia mi się otworzyła i zaczęłam się śmiać z siebie.

Lottie: Nie, to ja przepraszam ;/
Matt: Byłem idiotą... Nie potrzebnie tak wyskoczyłem.
Lottie: Nie potrzebnie.
Matt: Myślę, że mi wybaczysz? 
Lottie: Oczywiście, ale już nie rozmawiajmy na skype.
Matt: :((
Lottie: c):
Matt: Ale ja chcę dalej rozmawiać.
Lottie: Chyba, że skończysz komentować moje...
Matt: Skończę... Obiecuję.
Lottie: Ah te 3 kropki. xD
Matt: ...
Lottie: Czy ty mi coś proponujesz?
Matt: Zbok...
Lottie: ^^ kochany za to.
Matt: Jasne...
Lottie: :*

Już nic nie pisał, więc poszłam się przebrać.

Matt's POV:
No i w tym momencie znowu musiała mi się skończyć kasa na telefonie. Przecież dopiero ładowałem. Mniejsze.
Cieszę się, że mi wybaczyła. Nie darowałbym sobie gdyby sobie coś zrobiła przeze mnie. Chyba nic nie zrobiła. Mam taką nadzieję. Żadna dziewczyna nie cięła się z mojego powodu. Tak ciężko mówić o tym.
-Hej Matt.- koło mnie znalazł się Carter.
-Siema bro.- odpowiedziałem i wróciłem do grania w jakąś gierkę. Nudziło mi się, a dzisiaj wracam do mojego domu.
Wziąłem się za pakowanie.
-Gdzie leziesz?- zapytał się.
-Wracam do domu...- pokazał kciuka i puścił jakąś muzykę. Przekrzykiwał tą co leciała na dole. -Carter wyłącz to. Wystarczy, że na dole leci.- jęknąłem.
-To niech oni wyłączą...- prychnął.
-Zachowujesz się jak dziecko.- patrzyliśmy na siebie z otwartymi szeroko oczami.
-Matthew Lee Espiniosa gada jak baba!- zaczął się śmiać. Niestety taka jest prawda. Zaczynam mówić jak baba. Może dlatego, że Lottie tak mówi.

      Zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem z pomieszczenia. Potem skierowałem się do drzwi i wyszedłem. Na wolność! Gdy już miałem wyjść Jack'i mnie zatrzymali.
-Przekładamy wyjazd...- wystraszyłem się to trzeba przyznać.
-Na kiedy?- pisnąłem. Zaśmiali się. Wywróciłem na nich oczami.
-Na koniec lipca. Do któregoś sierpnia. Będziemy nagrywać w L.A.- w głębi duszy cieszyłem się jak dziecko, ale przy nich udaję wyluzowanego.
-To świetnie... Kurwa znowu... To zajebiście.- poprawiłem się.
-No... dzisiaj jest?- zapytał się Gilinsky.
-10.- odparłem po chwili zastanowienia.
-No to masz jeszcze 2 tygodnie na spakowanie się.- poszli przed siebie. Chwilę stałem i po chwili się ogarnąłem.
Wstąpiłem do jakiegoś sklepu i załadowałem konto. Wykupiłem darmowe smsy. Teraz mogę pisać spokojnie z Lottie.

Matt: Za dwa tygodnie widzimy się ;)
Lottie: Omfg <3 afshksfhlksaf *,*
Matt: Hehe też się tak cieszę <3
Lottie: Ale nie tak jak ja! :D
Matt: Może jednak ;)
Lottie: Nope.... :D
Matt: Bez kłótni. Mówili mi, że mam się już pakować xD
Lottie: Bo masz! *,*
Matt: Wiem, że mnie kochasz ;)
Lottie: W tej chwili bardzo <3
Matt: ;) niech tak będzie. 
Lottie: Skromny... Pisałam już? 
Matt: xD :***
Lottie: Bleh ;P
Matt: :*
Lottie: Wal się... xD
Matt: Wiesz... trochę będzie mi ciężko
Lottie: Idiota... Mówiłam już?
Matt: Nie raz skarbie ;3
Lottie: Nie mów tak! xD
Matt: SKARBIE!
Matt: Skarbie!
Lottie: No przestań
Matt: Nope

________________________________
Dzisiaj krótki ;c
Od ostatniego czasu mało piszę, bo znowu zabierają mi laptopa ;'(
Jak nie brat od rana do wieczora siedzi to ojciec potem wieczorem.
Po szkole nie mam czasu, bo lekcje i nauka.
Dzisiaj dopadłam laptopa!
Jak to zrobiłam?
Skłamałam, że mam projekt z gegry xD
Ja taka zła ;)
Do następnego :*

2/21/2015

Rozdział 2.

 muzyka: >klik<

Matt: Dzień dobry panno Smith. :3
Lottie: Dzień dobry panie...
Matt: Espinosa xD
Lottie: No właśnie. Oj tam zapomniało mi się :P
Matt: Słodkie :D
Lottie: Jak to mówisz... bo jestem kąpana w cukrze. 
Matt: Tak, tak wmawiaj sobie dalej.
Matt: To moja technika. 
Lottie: Idę się przebrać ;_(
Matt: Oki. Nie napiszę 3 kropek ;)

 Ubrałam się w luźną koszulę i legginsy. Uczesałam włosy i pomalowałam się. Usiadłam na łóżku i zgarnęłam telefon do ręki.
Lottie: Obecna ;)
Matt: Szybko. :D
Lottie: Jak zwykle ^^ 
Matt: Co robisz dzisiaj?
Lottie: Chyba cały dzień spędzę w pokoju ;( A ty?
Matt:  Jeszcze nie wiem. 
Matt: Pewnie chłopaki coś wymyślą. 
Lottie: Życzę powodzenia ;)
Matt: Chciałbym być teraz przy tobie.
Lottie: Ja też ;( Jako jedyny mnie rozumiesz. 
Lottie: Luke nawet nie wie tyle co ty.
Matt: Czuję się zaszczycony :3
Lottie: XD i tak ma być.
Matt: -.-" kocham twoją skromność 
Lottie: ;* Ja też twoją :D
Matt: Idealnie. 

Spojrzałam za okno. Dlaczego musi padać?! Dzisiaj? W wakacje?
Lottie: U was pada?
Matt: Słoneczko *,*
Lottie: Zazdroszczę ;P
Matt: Zapraszam do nas :D
Lottie: Haha śmieszne. 
Matt: Trzeba się kiedyś spotkać. 
Lottie: Nie mam kasy na bilet do Waszyngtonu w tą i z powrotem.
Matt: A kto mówił o tym, że ty masz przyjechać?
Matt: Mogę zadzwonić?
Lottie: Teraz?
Matt: Tak.
Lottie: Okay.

Wyłączyłam wiadomości i wpatrywałam się w ekran. Cisza... Dopóki nie rozbrzmiała piosenka 5sos 'Amnesia'. Podpis Matt. Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej.- odezwałam się cicho.
-Nareszcie mogę usłyszeć twój głos.- zaczerwieniłam się. Jak dobrze, że tego nie widzi.
-Miło też słyszeć.- odezwałam się krótko.
-Co do tego spotkania. Mój kumpel jedzie do LA.- chciałam zapiszczeć, ale na pierwszą rozmowę nie wyjdę na wariatkę.
-To super!- krzyknęłam.
-Mało mówisz... Przyjeżdżamy w sierpniu. Zabiorę się z takimi dwoma.-prychnął.
-Ok... Mało mówię? Dobra... więc dopiero wstałam i tak jakoś jest mi smutno, bo pada. Napisałeś i wtedy się obudziłam. Zaraz mam zamiar iść coś zjeść i pewnie kłócić się z kochanym braciszkiem... Pasuje?- zaczął się śmiać. -Jaki słodki śmiech!- umilkł.
-Okropny...- burknął. Zaśmiałam się. -Ty też masz słodki!- prychnęłam. -Jak tam Jack Idiota?- zapytał się, a ja głośno westchnęłam.
-Wczoraj go spotkałam... Mam ich dość. Jack i Juliet... Idealna para.- odpowiedziałam. On zaśmiał się.
-Nie przejmuj się nimi. Słuchaj...- usłyszałam śpiewanie. Słuchałam kto tak drze japę. -To był mój kochany kolega, który przyjedzie ze mną do L.A.- zaczęłam się śmiać.
-Co on śpiewał?- zapytałam się.
-Brawa dla niego... Nie wierzę, że tego nie poznałaś.- jęknął. Ja zaśmiałam się.
-Jakoś nie miałam czasu się wsłuchać. Nie dałeś mi.- znowu jęk irytyacji.
-Śpiewał moją ulubioną piosenkę. Nie wierzę, że jej nie poznałaś. Przecież jak graliśmy w 20 pytań po raz 1000 pisałem ci o niej.
-No tak... Spoko- zaczęłam się śmiać.
-Kasa mi się kończy... Kolejny applause. Masz skype?- zapytał się. Wydałam ciche "yhym". -To napisz mi nazwę. Pogadamy normalnie... Na spokojnie.- rozłączył się. Wzięłam laptopa i napisałam do Matt'a nazwę.
Weszłam na skype i czekałam aż zadzwoni. Po chwili pojawiła się jakaś nazwa. Kliknęłam odbierz. Ukazała mi się twarz Matt'a.
-No nareszcie.- wywróciłam oczami. On siedział między łóżkami.
-Jeszcze ładniejsza.- mruknął. Zaśmiałam się.
-Dziękuję. Coś mi się wydaje, że kitujesz.- powiedziałam z uśmiechem.
-To ty kitujesz... Jesteś śliczna, ale wszystkie ostre żelastwa masz wyrzucić.- posmutniałam. W ciągu sekundy mój humor się zmienił.
-To wydaje się takie proste. Nie potrafię.- złapałam się za ramię, które było pełne w bliznach.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że się cięłaś?- jego humor też się zmienił. Jednak nie wiedziałam na jaki. Nie mogłam tego wykryć. Jego twarz była bez emocji.
-Poprawka, że się tnę... Dlatego, że niezbyt chcę narzucać ci moje problemy. Sam masz swoje, a ja... Jestem nikim.- spuściłam głowę.
-Jesteś kimś. I tak jesteś silna. Potrafisz się postawić tamtemu chujowi... Jesteś wielka.- spojrzałam na niego z uśmiechem. -Teraz kolejne pytanie jakie mnie nurtuje... Jaki jest twój naturalny kolor?- zapytał się. Ja zaczęłam się śmiać.
-Blond. Dzisiaj mam fioletowe, a jutro mogę mieć niebieskie... Zależy jaki mam humor. Dlaczego farbuję włosy? Chcę wyróżniać się z tłumu mimo, że tego nie lubię. Paradoks.- pokręciłam głową.
-No tak... Nie mogę się doczekać do przyjazdu do L.A. to będzie nasz miesiąc.- stwierdził.
-Oczywiście. Poznasz mojego przyjaciela Luke'a. Jest bardzo fajnym chłopakiem, ale zabłądził. Każdy bierze go za psychicznego. Krążyły plotki, że kogoś zabił, ale ja w to nie wierzę.- wzruszyłam ramionami. On spojrzał na mnie przerażony, ale po chwili uspokoił się.
Logan wszedł do mojego pokoju. Był w samych shortach. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
-Co chcesz?- zapytałam się. Matt patrzył się zdezorientowany.
-Na śniadanie... Czy nie chcesz?- pokręciłam głową. -Z kim gadasz?- zapytał się zaspany.
-Z kolegą.- wzrokiem wygoniłam go z pokoju. Poszedł krzywiąc się. Zawsze mnie przedrzeźniał. Pokazałam za nim język. Matthew wybuchł śmiechem. Skierowałam wzrok na niego.
-Kto to ... był?- jąkał się przez śmiech.
-Mój brat- wywróciłam oczami i położyłam laptopa na łóżku. Usiadłam po turecku. Objęłam dłońmi, kolana. Matt wpatrywał się i co jakiś czas uśmiechał się.
-Czyli mówisz, że nie masz planów na dzisiaj?- stwierdził. Pokiwałam głową.
-No nie mam, nie mam.- potwierdziłam jego pytanie.
-Czyli mamy cały dzień dla siebie.- pokiwałam energicznie głową na co on zaśmiał się.
-Takie pytanie mnie nurtuje... Dlaczego akurat mieszkasz w Waszyngtonie?- zapytałam się. On zrobił teatralnie zamyśloną minę.
-Nie wiem... Raz jestem u rodziców, a raz u kumpli. Teraz jestem u kumpli jest nas równo 11 i 1 dziewczyna.- zatkało mnie. Chyba to widział, bo ZNOWU zaczął się śmiać.
-Dużo was...- wydukałam. On pokiwał głową.
-Jakoś nie widać różnicy gdy siedzi się koło siebie. Gdy rozmawiasz z nimi... Nie ma. To są przyjaciele. Tak jakbyś miała dużo przyjaciół. Dobrze się razem bawimy. Razem chodzimy na imprezy. Ogólnie jest zajebiście.- mrugnął do mnie.
-Ja mam , tylko jednego przyjaciela i jest też fajnie... Czekaj. Dwóch. Ty też.- poprawiłam się. On uśmiechnął się szeroko.
-Dziękuję!- znowu zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na ekran. Luke. Przesunęłam palcem w stronę rozłącz się. Rzuciłam telefon obok. Matthew nie dopytywał się kto dzwonił.
Wyłączyłam telefon by nikt nie dzwonił.
-Nie dadzą spokoju.- westchnęłam. On zachichotał jak dziewczynka. -Cały czas się śmiejesz.- on wyszczerzył się.
(...) Spojrzał w bok (...)
-Nie mam powodów do smutku... Jeżeli ty będziesz się smucić to ja też.- stwierdził. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Słodkie... Tak wiem, ty przecież kąpiesz się w cukrze.- pokazał kciuka do góry. Za Matt'em pojawił się jakiś chłopak.
-Matt... um... ktoś za tobą jest.- powiedziałam. Spojrzał w bok. Zaczął się śmiać i odwrócił się. Coś mówił od niego. Razem usiedli na przeciwko monitora.
-Lottie to jest Carter. Carter idioto to jest Lottie.- chłopak uśmiechnął się.
-Siemanko.- powiedział. Pomachałam.
-Hej.- kaszlnęłam. Logan znowu wszedł do pokoju. -Co chcesz?- skierowałam się do niego.
-Masz.- dał mi talerz na łóżko. Prychnęłam pod nosem. On spojrzał na mnie zdezorientowani.
-Oni są?- zapytałam się. On pokiwał głową.
-Jak zwykle...- odpowiedział i wyszedł. Wzięłam talerz i postawiłam go na szafce nocnej.
-Wy jesteście razem?- zapytał się Carter, a my wybuchliśmy śmiechem. On patrzył się na nas zdezorientowany.
-Nie jesteśmy razem frajerze!- powiedział Matt.
-To niby skąd się znacie?- przedrzeźniali się. Ja tylko się śmiałam.
-Długa historia...- przerwałam mu.
-Zaczęło się od chatów.- powiedziałam. Matt zgromił mnie wzrokiem. Ja zaśmiałam się.
-Ile się znacie?- ten Carter strasznie jest dociekliwy. Jak widać interesuje go strasznie życie prywatne Matthew.
-Rok.- odparł mój przyjaciel.
-I ty nic nie powiedziałeś?!- krzyknął Carter do ucha Espinosy. -No to pięknie! Żeby cokolwiek się dowiedzieć trzeba zakradać się do pokoju! Zadajesz się z idiotą.- skierował zdanie do mnie. Ja zaczęłam się śmiać. Matt był czerwony ze złości.
-Kto jeszcze tutaj miał być?- zapytał się.
-Prócz mnie jeszcze Aaron, Taylor, Nash, Cameron i Jack'i.- otworzyłam szeroko oczy i zaśmiałam się. Dużo ich miało mnie poznać.
-Nudy macie?
-Matt z tego co wiem dzielisz teraz pokój ze mną , a ja mam prawo zaprosić kogoś do naszego pokoju.- Matt prychnął.
-Dobra idź sobie do nich.- wywrócił oczami. Carter wstał i wyszedł. Matt odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się do mnie. -To idioci. Zamienią się i zaraz ktoś inny wejdzie.- wywrócił oczami.
-Fajny się wydaje... Dziwnie się na ciebie patrzył jak wszedł...- zaczął się śmiać.
-To jest frajer... Nie ogarniesz go. Nie ma nic do roboty... No oni nie mają nic do roboty.

***
Dochodził wieczór. Znowu będę rozmawiać z Matt'em. Nic nie robiłam cały dzień. Nudziło mi się i tyle. Skończyliśmy rozmawiać o 12. Będziemy teraz.
Przebrałam się w bokserkę i luźne spodnie. Włosy związałam w dwa warkoczyki. Zmyłam cały makijaż. Trudno. Zobaczy potwora. 
Włączyłam telefon i usiadłam na łóżku. Strasznie dużo wiadomości od Luke'a. Usunęłam wszystkie. Nie mam ochoty na kontakt akurat dzisiaj. Wolę pobyć z przyjacielem, który mieszka bardzo daleko. No w sensie, nie mogę w tej chwili siedzieć koło niego, ale chcę pogadać z nim. Więc jeszcze raz... Wolę POGADAĆ z przyjacielem, który mieszka bardzo daleko.
Spojrzałam w lustro. Cholerne blizny. Przez to, że ściągnęłam ubrania z jednej zaczęła mi lecieć krew.
_______________________________________
2 rozdział jest.
I tak szybko zaczęli rozmawiać xD
Planowałam dodać tą scenę w 7 rozdziale. 
No trudno. Na to wygląda, że u nich sierpień szybko przyjdzie jak i ich spotkanie. 

Do następnego, :3

2/01/2015

Rozdział 1

muzyka: >klik<

Matt: Niebieski czy czarny?
Lottie: Oczywiście, że czarny. Ok pies czy kot.
Matt: Pies... Mam swojego. Wakacje czy ferie.
Lottie: Wakacje. Kocham ciepło. Sam Smith czy Ed Sheeran?
Matt: Ed... Muszę lecieć , bo mama mnie woła. 
Lottie: Do potem.

Zablokowałam telefon i dałam go pod poduszkę. Znam się z Matt'em rok, ale dalej nie wiem jak wygląda.
-Młoda, Luke przyszedł!- krzyknął braciszek.. Zbiegłam na dół i rzuciłam się na przyjaciela. Zaśmiał się pod nosem. Poszliśmy od razu do mojego pokoju. Luke rzucił się na moje łóżko. Ja zajęłam miejsce na parapecie. Blondyn wyciągnął mój telefon.
-Z kim pisałaś?- zmarszczył nos. Tak śmiesznie wyglądał.
-Przecież opowiadałam ci o Matt'cie. Piszemy od roku.- pokiwał nie pewnie głową. Zaśmiałam się z jego reakcji.
-Idziemy na basen?- zaproponował. Chciałam powiedzieć 'nie', ale wyprzedził mnie. -Nie przyjmuję odmowy panno Charlotte. Idziemy i koniec.- przecież on wie, że nie wyjdę.
Jest gorące lato. Mieszkam w L.A. Matthew pisał, że jest z Waszyngtonu. Daleko... 5 godzin lotu.
     Wygoniłam chłopaka z pokoju i przebrałam się w swój ulubiony strój kąpielowy. Ubrałam na to wszystko zwiewną sukienkę z tiulu. Prześwitywała, ale przecież idę nad wodę.
Spakowałam wszystko co potrzebne do torebki i wyszłam z pokoju.
-Logan idę nad wodę...- mój brat leniwie pokiwał głową. Wywróciłam oczami i wyszliśmy z domu. Przewracałam vansami kamyczki. Nudziła mnie ta droga. Dostałam wiadomości.

Matt: Lottie wielki powrót seksiaka ;)
Matt: Przepraszam! Niech coś krzyknie , bo ta cisza zabija!
Matt: Charlotte czyżby strzeliła FOCHA ^^
Lottie: Nie strzelam focha xD. Idę z kumplem nad wodę. Jak dotrę na miejsce odpiszę ;)

Schowałam telefon do torby.
-Matt?- zapytał się Luke. Pokiwałam głową.-Znasz go w ogóle?- zdziwił się.
-Osobiście? Nie, ale wiem o nim wszystko. Mam zamiar pogadać z nim lub żeby wysłał zdjęcie z teraz.- pokiwał głową.

Po jakimś czasie byliśmy na miejscu. Wybraliśmy plaże. Rozłożyliśmy się na wolnych leżakach. Luke od razu poszedł do wody. Ja zdecydowałam się na opalanie. Każdy patrzył się na moje ramię. Ściągnęłam sukienkę i pokazałam ich więcej.

Lottie: Już jestem. Tak się zapytam... Jak ty wyglądasz?
Matt: O tak: 'zdjęcie z teraz'



















Matt: Teraz ty. 
Lottie: Oki Foki! 


 


















Matt: A co to za blizny ;'(
Lottie: Pozostałości po Juliet i Jack'u. :'[
Matt: Już tego nie robisz?

Zablokowałam telefon i wrzuciłam go do torby. Dalej nie wiem jak wygląda Matthew. Ma okulary na zdjęciu. Mim tego szczegółu musi być naprawdę przystojny. Kolejny dźwięk wiadomości.
Podrapałam się po każdej bliźnie. Zaczęłam nucić sobie piosenkę Kodaline 'All I Want' (Gwiazd Naszych Wina ^^ *-* ~ Adventure).
Luke przybiegł do mnie cały mokry.
-Idziesz do wody... Ciepła.- cieszył się jak dziecko. Pokiwałam głową. Kocham pływać. Nie jestem jak reszta, która czeka żeby chłopak przerzucił ją przez ramię i wrzucił do wody. Mnie nie trzeba prosić.
Pływałam z blondynem. Zanurkowałam i dopłynęłam do kogoś. Uderzyłam się o tą osobę. Wynurzyłam się i zobaczyłam Jack'a. Mój koszmar sprzed tamtego roku.
-Hej Lottie.- przywitał się. W moich kącikach oczu widniały łzy. Wyszłam z wody. Usłyszałam , tylko za sobą. -O co chodzi?! Wracaj Charlotte!- od kiedy on używa mojego pełnego imienia?!
Chwyciłam za torbę i poszłam do publicznej łazienki. Usiadłam na toalecie i zamknęłam się. Wyciągnęłam żyletkę. Przyłożyłam ją do ramienia. Zrobiłam serię nacięć. Zaczęła lecieć krew. Spływała powoli, a mi robiło się słabo. Oczywiście na widok krwi, a nie z bólu. Nigdy nie było mi słabo z bólu.
-Lottie otwórz.- usłyszałam Luke'a.
-Potem...- wymamrotałam pod nosem. -Zaraz przejdzie.- wypuściłam powietrze.
-Wiesz, że się o ciebie martwię... Nie tnij się, tylko!- zaśmiałam się pod nosem. Usłyszałam jego kroki. Kolejna wiadomość. Ten dźwięk pomału mnie irytuje. Wyciągnęłam telefon i odczytałam każdą wiadomość.

Matt: Lottie przepraszam jeżeli to pytanie zabolało. ;(
Matt: Odezwij się!
Matt: Jeju Lottie, bo zacznę z żartami puk puk. ;/
Matt: Zaraz zacznę.
Lottie: Nie męcz mnie nimi.
Matt: Odpisz, tylko czy to robisz?
Lottie: Stracę ciebie przez to... Robię to dalej i nie mam zamiaru przestać.
Matt: Pomogę ci :* 
Lottie: To nie możliwe. ;D
Matt: Jestem wszechmogący panno Smith... ^^
Lottie: Tylko nie 3 kropki. Zbok ;D
Matt: ^^
Lottie: Idę pokazać Luke'owi , że żyję ;)
Matt: Oki Foki?
Lottie: Oki Foki xD.

Wyszłam z łazienki i przemyłam krew, która dalej leciała. Nic nie pomogło. Napisałam do Luke'a, że wracam do domu.

Lottie: Nie szukaj mnie. Wróciłam do domu. Źle się poczułam ;/

Założyłam na siebie sukienkę i wyszłam z plaży. Nuciłam sobie piosenkę Ed'a Sheeran'a "The A Team". Tak bardzo nie mam co robić.
Wróciłam do domu. U Logan'a byli znajomi. Pamiętam ich imiona! Louis, Liam, Zayn, Harry i Niall. Jest!
-Siemka.- rzuciłam na wiatr i poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku. Wyciągnęłam telefon. Grałam w jakieś głupie gry. Nudziło mi się przeraźliwie.

***
Matt: Co ty na to by porozmawiać?
Lottie: Jesteś pewny?
Matt: Oczywiście *-*
Lottie: Ok. Dzwonisz pierwszy.
Matt: Oki Foki pani Smith!
Lottie: Czekaj chwilę... Logan mnie woła >.< 
Lottie: Przełożymy to na jutro?
Matt: No dobrze ;( Eh.

Zamorduję Logan'a. Nagle zachciało mu się widzieć siostrzyczkę.
Ubrałam na siebie bluzę by nie widział blizn i zbiegłam na dół. Zmroziłam go wzrokiem.
-Co chcesz?- syknęłam.
-Zamówiliśmy pizze... Zjesz coś...- poszłam za nim do salonu. Usiadłam w fotelu. Zapomniałam telefonu. Tak to bym pisała z Matt'em. Dalej mam przed oczami jego zdjęcie. Ciekawi mnie jak wygląda bez okularów i czy to na pewno on? Ja zrobiłam yolo i wysłałam swoje. 
Po 20 minutach dojechała nasza pizza. Harry bacznie mi się przyglądał, a gdy spojrzałam na niego uśmiechał się. Nie dawałam za wygraną i sama go obserwowałam. Uniosłam jedną brew gdy ukazał dołeczki. 
Nikt nie zauważał nas , bo pochłonięci byli rozmową.
Weźcie Harry ma 20 lat, a ja 16. 4 lata to dużo... Bynajmniej dla mnie. 
Wzięłam kawałek pizzy i zjadłam go. Wstąpiłam do kuchni i wzięłam butelkę wody. Wymiotować mi się chce po jedzeniu. Luke mówi , że to anoreksja. Ja mówię, że nie , bo nie jestem aż tak bardzo chuda. Po prostu mam tak od jakiegoś czasu. 
Jest godzina 8:40PM. Nie chce mi się spać. Jest lato. Zawsze chodzę szybciej spać, bo szybko jestem zmęczona. Nie potrafię iść później, ale dzisiaj wyjątkowo nie chce mi się spać. Wolę posiedzieć i popisać z Matt'em.  Nie mam siły na nic innego. On i Luke podtrzymują mnie przy codziennym życiu. Tak to tabletki i spać na zawsze. Nie budzić się nigdy.

Matt: Nudzi mi się gramy w 20 pyt.?
Lottie: Graliśmy w to 1000 razy. ;(
Matt: To zagramy 1001 razy.
Lottie: Dobra Punk czy Pop?
Matt: Nie wyróżniam rodzajów. Facebook czy Twitter?
Lottie: Twitter. Co sądzisz o Boss As Bit**? xD
Matt: Kocham *-* xd. Take Me To Church?
Lottie: Nie zabiorę ciebie do kościoła, ale piosenka spoko.
Lottie: Telewizja czy telefon?
Matt: Telewizja ;) Dobra koniec.
Lottie: No właśnie .! xD
Matt: Tak wiem... Ja zawsze kończę tą grę.
Lottie: ZAWSZE.
Matt: Oki Foki.
Lottie: Nie podrywaj ;)
Matt: Hahaha. Jesteś i tak ładna.
Lottie: A ty przystojny *stwierdziła po tym, że okulary zasłoniły jemu pół ryja*
Matt: Hahaha ;')



















 Lottie: Przystojny *0* xD
Matt: Wiem ;_)
Lottie: Skromność oczywiście 10 ;D
Matt: No przecież wiem ._.
Lottie: Co porabiasz? :)
Matt: Słucham 'Riptide', bo chłopaki włączyli -.- 
Matt: Ja chcę Boss Ass Bit**!!!
Lottie: A ja chcę normalnych znajomych!!! :D
Lottie: Życie to nie koncert życia skarbie ;)
Matt: Czy ty nazwałaś mnie skarbem ? ^.^
Matt: Co za uszanowanie.
Lottie: To cytat cioto -.-" xD
Matt: Foch.
Lottie: Powodzenia xD ^^
Matt: Nikomu nie obciągam... Błagam (Ach te przekleństwa ^^~ Adventure)
Lottie: Nie wiem co tam robisz ;)
Matt: Nudzi mi się ;(
Lottie: Mi też :'( Zmęczona jestem...
Matt: Szybko... Do jutra?
Lottie: Oki Foki.

Rzuciłam gdzieś telefon i szybko przebrałam się w pidżamę. Matt jest naprawdę ładny. No właśnie... Taki ładny chłopak ma dziewczynę. Przecież zajęty chłopak nie pisze takich rzeczy do dziewczyny... obcej. 
Chyba, że należy do tej innej warstwy chłopaków, którzy drwią z uczuć dziewczyny, ale jakby taki był to nie interesowałby się moimi problemami. Nie interesowałby się , tym , że tnę się. 
On jest naprawdę świetnym chłopakiem.

__________________________________
Pierwszy rozdział ;)
Rekord! Napisałam rozdział w jeden dzień 
Hahahaha

Rozdziały w większości będą składać się z wiadomości. Szybko rozwinęłam fabułę z rozmową, ale naprawdę dużo przed nami.
Rozdziały nie będą za długie. Czasami będą masakrycznie krótkie.

Myślę, że fabuła mojej wyobraźni podoba się ;)
Do następnego.

1/25/2015

Prolog

*Rok wcześniej*

Wbiegłam szybko po schodach. Juliet i Jack dalej swoje. Skąd ona dowiedziała się, że on kiedyś mi się podobał? Kiedyś? On dalej mi się podoba. Te życie zawsze będzie przeciwko mnie... jedyne co jest dla mnie spokojem to chat z ludźmi, którzy mają problemy jak ja. Nie dają rady z tym życiem lub po prostu chcą znaleźć kogoś do popisania. Rozmowa zawsze kończy się gdy rozłączają się.

Połączyłam się z jakimś obcym:

Ktoś: Hej. km?
Ty: Dziewczyna, która ma dość życia. A ty?
Ktoś: Chłopak, który ma zamiar ci pomóc. Jak się nazywasz i ile masz lat?
Ty: Możesz być pedofilem i co w tedy? 
Ktoś: Na słowo uwierz mi , że nie jestem...
Ty: Dałeś mi teraz do zrozumienia, że nim jesteś... xD
Ktoś: OK... Jestem Matt i mam 17 lat.
Ty: Lottie 16 lat.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że zwykły chat przerodzi się w przyjaźń.

________________________________________
Hej!
To pierwszy mój fanfick o Magcon, a przynajmniej o Espinos'ie. Prowadzę na wattpad książki o nich. Jak na razie nie widziałam blogów o nich.
Myślę , że się spodoba.